Brytyjczycy budują największy aparat inwigilacji
Brytyjczycy budują największy aparat inwigilacji od 1945 roku. Żadnego kroku w sieci nie da się już zrobić anonimowo. UE pójdzie w ich ślady.
Kampania „weryfikacji wieku” w internecie powoli dobiega końca. Od początku była reklamowana jako „ochrona dzieci”, ale nagle politycy w całej UE odkryli, że dzieci muszą być chronione przed internetem. Ostatecznie doprowadzi to do obowiązkowej identyfikacji dla wszystkich użytkowników internetu, a jedyną formą identyfikacji będzie cyfrowy dowód tożsamości wydany przez rząd. Osoby bez tego dowodu zostaną zablokowane.
We wrześniu 2025 roku Starmer stanął na podium i ogłosił obowiązkowy system identyfikacji cyfrowej – z pewnością siebie człowieka, który zakładał, że pomysł ten spotka się z uznaniem.
Brytyjska opinia publiczna chwyciła za retoryczny odpowiednik kija do krykieta. Prawie trzy miliony podpisów pod jedną petycją – czwartym co do wielkości w historii parlamentaryzmu.
Poparcie społeczne gwałtownie spadło z plus 35 do minus 14 w czasie potrzebnym na odnowienie paszportu. Organizacja Big Brother Watch nazwała całą sprawę „całkowicie niebrytyjską”. Nawet jego własna posłanka, Rebecca Long-Bailey, ostrzegała przed „infrastrukturą, która może nas śledzić, łączyć nasze najczulsze dane i rozszerzać kontrolę państwa nad każdym aspektem naszego życia” – sformułowanie rzadko spotykane w wypowiedzi posła rządu na temat ich flagowej polityki.
Nie możesz go powstrzymać. Nie możesz. Dlatego wszyscy są sprawdzani. Wielka Brytania całkowicie przejmuje ten system z Australii: tam komputer najpierw skanuje twoją twarz i szacuje twój wiek na podstawie kości policzkowych. Jeśli to się nie powiedzie, jesteś monitorowany przez całą dobę, analizowane są twoje nawyki związane z przeglądaniem internetu i wzorce snu – a jeśli algorytm się podda, po prostu żąda paszportu.
Skanowanie twarzy jest sprzedawane jako uprzejma opcja. W rzeczywistości to lejek – a na jego końcu znajduje się krajowa weryfikacja tożsamości, którą trzy miliony osób już bardzo jasno zasygnalizowały rządowi, że należy z niej zrezygnować.
Wielka Brytania wyznacza kierunek, a UE pójdzie w jej ślady. Keir Starmer jest kluczowym sprzedawcą. TKP szczegółowo o tym informował w poniedziałek. Brytyjski portal Reclaim the Net – krytykujący wczesne etapy cyfrowego państwa inwigilacyjnego – opublikował szczegółowy esej na ten temat.
On buduje kraj, w którym trzeba uzyskać pozwolenie na istnienie w sieci. Nie od platformy. Od państwa. Zanim przeczytasz, opublikujesz, zapiszesz zdjęcie lub wyślesz wiadomość, musisz podejść do okienka, pokazać dokumenty i udowodnić, że jesteś obywatelem, którego państwo wstępnie zatwierdziło.
