Big pharma silnie potrzebuje więcej jawności
Big pharma silnie potrzebuje więcej jawności
Udaje się jej wykorzystywać społeczeństwo po części dzięki niezwykłej tajności. Firmy farmaceutyczne odkrywają bardzo mało z najważniejszych aspektów swego biznesu. A przecież w odróżnieniu od innych branż zależą one od społeczeństwa dającego im mnóstwo specjalnych przywilejów – takich jak dostęp do badań finansowanych przez NIH, długie okresy monopolu rynkowego, rozliczne ulgi podatkowe niemal gwarantujące zysk. Z powodu tych specjalnych przywilejów i znaczenia produktów dla zdrowia publicznego, jak również faktu, iż rząd jest wielkim nabywcą, przemysł farmaceutyczny powinien być uważany za zakład użyteczności publicznej. Jego księgi powinny być otwarte.
Powinniśmy dokładnie wiedzieć, ile firmy farmaceutyczne wydają na R&D i na co, nie tylko na cały program, ale także na poszczególne leki.
Oddzielnie na działania przedkliniczne, kliniczne i rynkowe. Wydatki na badania kliniczne powinny być podzielone na poszczególne fazy, w tym fazę IV. Powinniśmy wiedzieć, ile firmy wydają na badania marketingowe i z jakich budżetów.
Ogromna czarna skrzynka zwana „marketing i zarządzanie” też musi być otwarta. Dokąd te dziesiątki miliardów dolarów rzeczywiście idą? Ile na kompensaty dla zarządu? Ile dla pracowników? Ile na edukację lekarzy i pacjentów? Wszystkie te kategorie powinny być rozłożone na składniki. Społeczeństwo ma prawo znać je szczegółowo, bo te wydatki powodują ogromne podwyższenie cen.
O reformie systemu cen będzie mowa poniżej, ale tu trzeba powiedzieć, że ceny są również częścią sekretów przemysłu. Jest niezwykle trudno ustalić, ile w danej chwili poszczególni nabywcy płacą za leki. Firmy farmaceutyczne publikują średnie ceny hurtowe (AWP – average wholesale prices), w założeniu ceny rekomendowane hurtownikom, by je fakturowali aptekom. Ale w praktyce te średnie ceny niewiele znaczą. Różni klienci muszą płacić różne ceny. Ich wysokość bywa przesłonięta dyskontami i rabatami. Ceny zbliżone do AWP plus marża aptekarza są płacone przeważnie przez pacjenta nieubezpieczonego, choć i w tym przypadku ceny w aptekach różnią się. Większość spraw sądowych dotyczyło oszukiwania Medicaid lub Medicare zawyżaniem ceny, nieraz w połączeniu z łapówkami dla lekarzy albo dyrektorów PBM-ów (pharmacy benefit managers). Tylko dzięki sekretności, skomplikowaniu i wielkiej zmienności porozumień cenowych firmy farmaceutyczne mogą radzić sobie z oszukiwaniem największego klienta – rządu – oraz eksploatowaniem nabywców indywidualnych nie mających siły przetargowej.
Ustalić rozsądny i jednolity system cen
Ceny leków powinny być nie tylko czytelne (transparentne), lecz uzasadnione, oraz jednakowe dla wszystkich nabywców. Istniejące obecnie wielkie zróżnicowanie cen, płacenie najwyższych cen przez ludzi najsłabszych jest nie w porządku. Ceny powinny być regulowane tak, by leki były ogólnie dostępne. Nawet przy znacznie niższych cenach zyski będą nadal bardzo wysokie, kiedy zostanąznacznie zredukowane wydatki marketingowe. Skoro największym nabywcą leków na receptę jest państwo, rząd mógłby negocjować i ustalać ceny dla wszystkich, podobnie jak to się robi w innych rozwiniętych krajach. Dla ludzi zbyt biednych, by móc zapłacić za potrzebny lek, powinny być subsydia, ale ceny takie same. Jednolite ceny zapobiegałyby obecnemu chaosowi służącemu jako przykrywka nadużyciom, łapówkom, oszustwom cenowym. Byłoby też pożądane, by ceny w Stanach Zjednoczonych były takie same jak w innych krajach rozwiniętych.
To nie znaczy, że ceny w innych krajach powinny wzrosnąć do poziomu cen w USA, jak postulował były komisarz FDA, Mark McCellan, najwyraźniej popierany przez administrację Busha. Opierając się na pełnej wiedzy o zyskach i wydatkach, powinniśmy zmierzać w stronę rozsądnej ceny. Przemysł i jego apologeci głoszą, że Amerykanie płacą wyższe ceny, by pokryć koszty R&D, ale to nie uwzględnia faktu, że wielkie firmy są zyskowne na całym świecie i ich całkowite zyski przekraczają ich całkowite wydatki na R&D. Zyski big pharmy sątrzy do sześciu razy większe od zysków innych firm w Fortune 500.
Nowelizując ustawę o Medicare w 2003 r. polityka państwa poszła dokładnie w odwrotnym kierunku niż potrzeba do rozsądnego hamowania cen. System refundacji leków wyraźnie zabrania służbie Medicare wykorzystywania jej siły zakupu do targowania się. To postanowienie było równoznaczne z wystawieniem wielomiliardowego czeku podpisanego przez podatników na rzecz big pharmy. Wydatki na leki szybko wzrosną, by przekroczyć wartość refundacji. Gorzej, te pieniądze rozdzielane między firmy farmaceutyczne, PBM-y i prywatnych ubezpieczycieli będą musiały być ściągnięte z podatników, a najprawdopodobniej uzyskane przez obcięcie innych usług Medicare. Ta ustawa powinna być zniesiona i zastąpiona prostym postanowieniem gwarantującym wszystkim podopiecznym Medicare właściwe pokrycie kosztu leków przy zastosowaniu medycznie uzasadnionego receptariusza i negocjowanych przez rząd płatności.
Uwagi końcowe
Leki są podstawową częścią opieki medycznej. Ludzie potrzebują nowych dobrych leków po rozsądnej cenie. Tymczasem przemysł farmaceutyczny nie zaspokaja tej potrzeby. Poszerza się przestrzeń pomiędzy retoryką i praktyką. Wiedziony żądzą zysku przemysł wydaje się niemal całkowicie zorientowany na ostateczną samodestrukcję. Jego obecny sposób działalności jest nie do zniesienia. Bogactwo i potęga big pharmy pozwoliły jej dokooptować sobie zarówno rząd federalny jak i zawody medyczne, ale wcześniej, czy później, to się musi zmienić. Refundacja leków przez Medicare wspomoże przemysł na jakiś czas, ale nie na zawsze. Ci którzy płacą za leki – rząd, ubezpieczyciele i chorzy – po prostu nie mają pieniędzy na dalsze utrzymywanie przemysłu w jego obecnym kształcie. I społeczeństwo jest niezadowolone.
Myśląc o reformie należy przeanalizować poszczególne funkcje przemysłu. Co robi dobrze, co źle, a czego w ogóle nie powinien robić. Przemysł rzekomo odkrywa, opracowuje, bada, produkuje, dystrybuuje i promuje leki. Widzimy, że przyczynia się do odkryć i wczesnych etapów opracowania leków znacznie mniej, niż sobie przypisuje, ale w zamian dożywia NIH, uniwersytety i małe firmy w kraju i za granicą. Może powinniśmy po prostu zaakceptować ten fakt. Ale wówczas nie ma sensu kontynuować nagradzania big pharmy tak, jak gdyby była wielkim źródłem innowacji. Badania kliniczne mogłyby być nadal inicjowane i zlecane przez przemysł, ale powinny być prowadzone na odległość, najlepiej w Instytucie Badań Leków. Przemysł nie powinien odgrywać żadnej roli w edukowaniu lekarzy. Co przemysł mógłby robić bardzo dobrze po reformie, to przekształcać w leki obiecujące substancje lecznicze, produkcję, dystrybucję i rozsądny marketing. To osadziłoby przemysł w rzeczywistości, która jest bardzo różna od jego wyobrażeń.
Powinniśmy pamiętać, że wiele z tego, co wiemy o przemyśle farmaceutycznym jest mitem stworzonym przez ogromny aparat do public relations (samoreklamy). Przedstawiam w tej książce najważniejsze wątki tego mitu: twierdzenie, że ceny big pharmy odzwierciedlają koszty R&D, że big pharmajest innowacyjna, że jest promiennym przykładem amerykańskiej, wolnej przedsiębiorczości. Jak widzimy, ten przemysł wydaje obecnie dużo więcej na marketing i zarządzanie niż na R&D. Nie jest innowacyjny. Żyje z przywilejów rządowych, z ochrony przed konkurencją. Znajomość tych prawd może nas skutecznie uodpornić na groźbę, którą przemysł farmaceutyczny szermuje: „Dajcie nam wszystko, co chcemy, albo będziemy musieli zaniechać robienia cudownych leków”.
W końcu, w tym rozdziale, sugerowałam, jak przemysł powinien być zreformowany. Te sugestie nie były pomyślane jako wyczerpujące, ale mające do czynienia w moim mniemaniu z najważniejszymi problemami. Jak powiedziałam na początku, niemal wszystkie miałyby prowadzić do lepszych leków po niższych cenach. Większość zmian można by dokonać prostą parlamentarną legislacją. Oto dokąd się dochodzi. Wasi przedstawiciele (posłowie) w Kongresie nie zboczą daleko od przemysłowego scenariusza, dopóki wy nie zmusicie ich do tego. Widzieliśmy przykrą demonstrację tej prawdy ustawą o zmianie Medicare w 2003 r. dokonaną na zlecenie i potrzeby big pharmy. Wasi przedstawiciele (posłowie) przeciwstawią się przemysłowi tylko wtedy, gdy tego zażądacie. Staram się uzbroić Was w fakty. Tak, przemysł farmaceutyczny ma ogromne fory, ale to, co w końcu liczy się najwięcej, to zgodna presja publiczna.
Piśmiennictwo:Jest bardzo bogate, na 20 stronach – patrz na końcu tego suplementu w witrynie Internetowej „Aptekarza”.
